Ostatnia aktualizacja: 17 marca 2002
Autor: Ceti
W ten weekend do ręki dostałem podstawkę i jeden buster do nowej gry karcianej Thorgal CCG, opartej na komiksie o tej samej nazwie. Gra jest wydawana przez Egmont.
Podstawka zawiera 60 kart (10 ustawionych, 3 rzadkie, 15 częstych i 32 bardzo częste) i kosztuje 29,90 zł. Buster zawiera 8 kart (1 rzadką, 2 częste i 5 bardzo częstych) i kosztuje 9,90 zł. Jak wyraźnie widać, opłaca się kupować tylko podstawki (otrzymuje się dwa razy więcej kart). Obecnie istnieje 255 wzorów kart, w przyszłych dodatkach mają się pojawić kolejne wzory.
Na pierwszy rzut oka karty nie robią dobrego wrażenia. Obrazek, który zajmuje ok. 40% powierzchni karty, nie wygląda zbyt ładnie, w komiksie robił on dużo lepsze wrażenie. Wynika to zapewne z tego, że ilustracje do kart są fragmentami większych rysunków i zarówno ich wycięcie jak i powiększenie nie wyszło na dobre (na podobną dolegliwość cierpiał Doom Trooper - Żołnierz Zagłady). Drugim mankamentem jest bardzo duży boksik na zasady. Wśród 70 kart, które widziałem nie zauważyłem żadnej, która zawierała tyle zasad, aby wypełnić całą powierzchnię, co więcej sporo kart ma pusty boksik (a stanowi on kolejne 40% powierzchni karty). Są jeszcze dwie drobne usterki - kolor żółty oznaczający unikalność karty jest niewidoczny, przynajmniej w świetle mojej lampy, musiałem się bardzo dobrze przyjrzeć karcie o której wiedziałem, że jest unikalna, nim zobaczyłem żółty kolor; każda karta ma w prawym, górnym rogu "symbol komiksu" - nie dosyć, że onjest tak mały, że prawie niewidoczny (średnica 4mm), to jeszcze nie wiadomo, jaki komiks on symbolizuje. Po zapoznaniu się z instrukcją mogę jednak stwierdzić, że układ kart jest przynajmniej funkcjonalny i czytelny.
Zasady gry zawarte są w małej książeczce, co jest standardem wśród gier karcianych. Instrukcja jest napisana dosyć czytelnie, choć znalazłem kilka małych wpadek. Po jednokrotnym przeczytaniu, uważam że jestem w stanie zagrać w Thorgala. Myślę, że większość osób poradziłaby sobie podobnie.
Na podstawie lektury zasad gry, umieściłbym ją gdzieś pomiędzy Shadowrunem (gdzie też wykonywało się misje) a grą w wojnę (bliżej tej drugiej). Rozgrywka ma następujący przebieg:
Gracze mogą wyłożyć po jednej misji z ręki.
Gracze wystawiają bohaterów i potwory, które mogą wykonywać misję tego gracza lub utrudniać misję jego przeciwników.
Zagrywa się czary, przedmioty i podstępy, które pomagają lub przeszkadzają w wykonaniu misji.
Dla każdej misji odbywa się faza rozstrzygnięcia podczas której dokłada się efekty zwiększające lub zmniejszające siłę drużyny. Jeśli drużyna wykonująca misję ma większą siłę, to misja zostaje zaliczona i gracz dostaje punkty zwycięstwa.
Odrzuca się wszystkie karty ze stołu.
Grę wygrywa osoba, która pierwsza zbierze odpowiednią liczbę punktów zwycięstwa. Siła drużyny jest obliczana na podstawie jednego z trzech współczynników (kondycji, przebiegłości lub szczęścia) zależnie od charakteru misji.
Największą wadą tej gry jest brak zarządzania zasobami, elementu, który istnieje w większości gier karcianych. Nie widzę, co miałoby powstrzymać graczy od grania najsilniejszymi kartami, w końcu ich wystawianie jest darmowe. Ponadto, skoro na koniec tury traci się wszystkie karty, to nie ma możliwości jakiegoś długofalowego manewrowania czy rozwoju.
Mam przeczucie, że ta gra okaże się klapą. Mechanika gry sprowadza się do wystawienia jak najsilniejszych kart, jest to może zabawne, ale tylko przez krótki czas. Mechanika to nie to co przyciąga do dobrej gry, ale na pewno utrzymuje zainteresowanie - tego tu brakuje. Gra też zawodzi, jeśli chodzi o opowiadanie historii. Po pierwsze nazwy misji nie są inspirujące ("Dostać się do zamku", "Na pełne morze", "Potrzebne nam obozowisko") - gdyby chociaż łączyły się w jakąś spójną całość. Już widzę graczy zaobsorbowanych, bo Thorgalowi dzięki Magicznej Tarczy udały się Żniwa, mimo że Rozbójnicy chcieli temu zapobiec. Fani kreski Rosinskiego też zapewne pozostaną przy komiksie.
Poza tym na rynku jest bardzo silna konkurencja. Niedawno zadebiutował Władca Pierścieni wydany w języku polskim, który nie dosyć, że jest ciekawszy i ma już lojalnych graczy, to jeszcze ma świetną reklamę w postaci filmu. Nie widzę świetlanej przyszłości dla tej inicjatywy i nie jest mi specjalnie żal.
Przykładowe karty:





